Wspomnienie Ryszarda Szurkowskiego

Cezary Zamana żegna legendę polskiego kolarstwa.

Odeszła legenda polskiego kolarstwa – Ryszard Szurkowski. A wraz z nim bardzo ważna część naszej dyscypliny.

Ryszard Szurkowski doprowadził w latach siedemdziesiątych do niewiarygodnego wręcz podniesienia na duchu Polaków, poprzez swoje seryjne zwycięstwa w majowym Wyścigu Pokoju. Za plecami zostawiał ekipy Związku Radzieckiego oraz DDR.

Triumfy w wyścigach Mistrzostwa Świata i medale olimpijskie pozwalają nam mówić o jednym z najwybitniejszych kolarzy świata w tam tym okresie.

W polskim zespole było wielu znakomitych mistrzów Szozda, Kowalski, Mytnik, Nowicki. Ale to Szurkowski intelektualnie był najwybitniejszy i najlepiej przygotowany, by przewodzić drużynie w drodze do największych zwycięstw.

Inspirował tysiące dzieciaków do gry w kapsle w piaskownicach całej Polski. Nawet ja jako kilkulatek nie mając kolarzówki, dzięki tym piaskowym zabawom czułem się jak prawdziwy kolarz. Później te dzieciaki lawinowo brały się za rowery i ścigały się po podwórkach. Marzyły, aby zostać mistrzem jak Szurkowski. Te dzieciaki wyrosły nam później na Zenona Jaskułę, Lecha Piaseckiego czy Joachima Halupczoka. W swoich triumfach inspirowali się oni Ryszardem Szurkowskim i pod jego trenerskim panowaniem stawali się mistrzami świata oraz medalistami olimpijskimi.

Wypowiedzi Szurkowskiego zawsze były unikalne. Nigdy nie powtarzał po innych. Czasem wygłaszał kontrowersyjne tezy, ale na pewno były to jego tezy i nigdy nie musiał czytać z kartki. Podpowiedzi nie potrzebował. Ja sam nie zawsze się z nim zgadzałem, ale szacunek do niego miałem jak do absolutnego mistrza w swoim fachu.

Odszedł najwybitniejszy polski kolarz. Odszedł jako kolarz, bo nawet jako siedemdziesięciolatka można było go podziwiać jako zawodnika w kolarskim amatorskim peletonie.

Rower dał mu wiele, ale i zabrał równie dużo, kiedy to uległ dramatycznego upadku podczas wyścigu w Niemczech. Mimo sparaliżowania niemal całego ciała, przez te ostatnie najcięższe jego dwa lata pokazał jak twardym był człowiekiem. Udowodnił, że walczyć trzeba do końca może każdy, bez względu na to, jaki rezultat się osiągnie.

Był moim trenem przełożonym, gdy w 1989 roku na ostatnim słynny Wyścigu Pokoju zajęliśmy drugie miejsce za Niemcami, a przed Rosjanami. Było to w tym samym roku w drużynie, która wspierała Joachima Halupczoka do zdobycia Mistrzostwa Świata w Chambery we Francji.

Jednak najmilsze chwile jakie z nim spędziłem to podczas wspólnego komentowania wyścigów kolarzy zawodowych. Szkoda, że takich spotkań było tak mało. Czułem się wtedy zupełnie tak, jak gdybym jechał razem z Ryszardem w jednej drużynie.

Kapsel: Cezary Zamana

2021-02-01 POWRÓT
Partnerzy